0001-6380-nawroty1_b_sml_120

Nawroty

Autor:  Joanna Lech
Gatunek: Poezja
Wydawca:  Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
Data wydania: 2010
Data dodania:  19 listopada 2010, 13:33:08
ISBN: 978-83-60746-66-0

Krótki opis:

http://www.wbp.poznan.pl/index.php?mode=towary&action=show&menu=85&id=190&lang=PL

Fragment:

Znaki

Upał tli się w rękach i zaraża trawy. Dławi ziemię,
kiedy biegniemy przez pola; zbieramy małże, żujemy liście
jak cukier. Wiatr nawiewa iskry i dym gryzie w oczy.
Nad lasem niebo, w nim: ogień, ten obraz- rzeka nabiera wody
i połyka słońce. Dzieci lepią gniazda i zasypiają ssąc palce.
Sierpień sypie im popiół we włosy, kreśli znaki na niebie.
Skacze do wody z kamieniem w gardle.

 

Ten obraz, Anno, nie daje się przełknąć. Jakby to rosło we mnie;
strup w zgięciu ramienia. Zadrapanie na oku. Sen, który rozcina skórę
głębiej niż noże i wciska mech do tętnic, pióra wpycha do ust.

 

 

Powroty

Pamiętamy jeszcze podróże z przerwami, szmery i kłucie;
spękaną z upału ziemię, pola gnijące od wody. Więc brakowało
w pokoju światła, był śnieg i szadź pełna szczątków roślin.
Ciemne zaspy spadały na okna, sny się wwiercały w podłogę.

 

Może lubiliśmy takie zabawy – noce na dworcach, zimne nazwy chorób?
Historie proste jak ślady poparzeń. Z włosów ściekał deszcz, żarówka pękła,
gdy wypluwaliśmy grudy. Może coś się wykluło i zgniło, kilka blizn
zmieniło się w strupy. Coś rozrosło się w tobie, już są objawy –

 

glina na rękach, plamy po rdzy. Słowa, które szepcze ktoś obcy,
kiedy nad ranem próbuje przecierać oczy; poszarpany jak mięso
i naostrzony.

 

 

Prognozy

Chłopiec ciągnie za sobą chmury i sadzi łuski pod oknem.

Słońce przechodzi przez jego ręce; zdaje się je obdzierać

ze skóry, oddzielać mięso od kości. W trawie gubią się pióra,

niebo ciemnieje, dygoczą psy.

 

Lato przymierza się do upału jak do choroby: przełyka dreszcze

i kaszle. Chodniki mokną, grzmot się wrzyna w powietrze i prąd

liże palce. Mówisz: jeśli rozetną burzę zobaczą popiół.

Proch. Można to nazwać pustką,

 

i wiem, chłód gnieździ się w tobie, obraca tryby; pulsuje.

Prawdziwe są tylko drzewa spróchniałe i śnieg. Miejsca ciemne

i zimne. Miękkie podbrzusza; ciało jest obcą rzeczą,

nocami wzbiera, wyciąga pędy,

 

korzenie puszcza do środka. Przeplata żyły jak sznurki.

 

 

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się